sobota, 1 marca 2014

Post o czterech maskarach cz.1.

Pewnie każda z nas ma tak, że przez pół roku kupuje jedną maskarę, ale potem postanawia zmienić ją na inną. Potem zazwyczaj wraca do starej, czasami nawet nie zużywając opakowania tej nowej maskary kupione na "wypróbowanie". Znajome?

U mnie właśnie tak jest. Wynajduje w czasopiśmie jakąś nowość i spisuje sobie ją na samoprzylepnej karteczce, a gdy będzie okazja, czy jakaś promocja to kupuje tę rzecz, myśląc sobie, że i tak miałam kiedyś ją wypróbować.


Oto dzisiejsi bohaterowie tego posta. 
Po pierwsze Maxfactor 2000 Calorie czyli stuprocentowy klasyk. To do niej wracam kiedy kolejny zakup okazuje się być najgorszy na świecie. Wracam jako córka marnotrawna z płaczem i wdzięcznością, że ona nigdy mnie nie zawiedzie. Jest prosta. Klasyczna. Nie robi z moimi rzęsami niczego specjalnego, ale jednocześnie pogrubia je i podkreśla. Jest intensywnie czarna. Nigdy nie wymagam od niej za dużo, ale bardzo podoba mi się jej naturalna szczoteczka.

Po drugie Maybelline the Colossal Volum Express 100% Black. Wersji tej maskary jest tyle co grzybów po deszczu, jednak tylko ta przypadła mi do gustu. Lubię jej dużą szczoteczkę i odcień czerni też jest w miarę dobry. Czasami mam wrażenie, że trochę się kruszy więc trwałość pozostawia trochę do życzenia. Jest to na pewno mój drugi wybór do którego wracam zaraz po 200 Calorie.

Po trzecie nigdy nie wracać do Coup the Theatre 2in1 z Bourjois. Ta maskara mnie nie urzekła. Modliłam się, aby się skończyła, a w rzeczywistości większość niej prawdopodobnie wyschła z nieużywania. Ani szczoteczka ani sama gęstość maskary mnie nie powaliła. Efektu teatralnego też raczej ciężko wyczekiwać. Nawet mnie nie kusi by kupić ją po raz drugi.

Po ostatnie Volume Million Lashes Excees z L'Oreal. dostałam ją w komplecie z eyelinerem na którym mi zależało, a cena w zestawie była stosunkowo niska. Uprzedzona opiniami które znalazłam na internecie nastawiałam się na najgorsze. W zasadzie zaczęłam używać jej gdy nie miałam już żadnej innej i byłam zdana tylko na tę. Bardzo przyjemnie się zaskoczyłam. Nie jest z nią aż tak źle. Pomijając fakt, że jestem uprzedzona do plastikowych/gumowych szczoteczek i nieumiejętnie nakładana potrafi naprawdę dobrze skleić rzęsy zamiast je podgrubić i wydłużyć, ale odpowiednio nałożona naprawdę dobrze wygląda.

To by było na tyle jeśli chodzi o maskary. Jest już późno w nocy, a ja oglądam Bridget Jones w pogoni za rozumem i uśmiecham się jak wariatka oglądając bitwe w fontannie dwóch moich ulubionych aktorów :)











































2 komentarze :

  1. a ja zamiast czarnej to kupilam turkusowa i jakie bylo moje zdziwienie w domu... chodzi mi o maybelline ..
    i lezy i sie kurzy bo to zdecydowanie ni moj kolor...

    jesli chcesz poczytac wiecej o zdrowym odzywianiu, cwiczeniach, zdrowym zyciu wejdz na
    http://beslimuk.blogspot.co.uk/

    OdpowiedzUsuń
  2. znam tylko drugą pozycję, ale uwielbiam ją :)

    OdpowiedzUsuń

About Me

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka