sobota, 31 maja 2014

O świadomej pięlęgnacji cery mieszanej ze skonnościami do niedoskonałości.

Odkąd pamiętam moja cera nie jest idealna. Zawsze się świeci, zawsze ma jakieś niedoskonałości i zawsze coś na nią nakładam. Dobrze, że z biegiem lat to coś stało się być bardziej świadomym czymś.

Po pierwsze - nauczyłam się z biegiem lat, że filtry to najlepsi przyjaciele naszej twarzy. Jeśli przyjaciel jest dobry to nigdy nas nie zawiedzie - tak samo jest z filtrami. Dobrze dobrany chroni nas, naszą skórę i nie zapycha.

Po drugie - oczyszczanie. Nauczyłam się, że chociaż odrobinę niedokładnie zmyty makijaż będzie miał swoje konsekwencje rano w postaci szarej, zmęczonej cery.

Po trzecie - nie ma nic gorszego niż samodzielne "ręczne" oczyszczanie cery. Rączki precz.

Po czwarte - Nawilżamy! Zawsze. To, że ma się cerę tłustą nie oznacza, że nie może być ona odwodniona.


Na powyższym zdjęciu widać moją przykładową pielęgnacje buzi.

1.Krem bebe relaxing care - jeśli ktoś ma blisko siebie dm, to na pewno się z nimi spotkał, ja swój przywiozłam we wrześniu i opakowanie jest już na wykończeniu, na pewno kupię go w te wakacje po raz kolejny. Rzeczywiście relaksuje skórę. Zawsze jest chłodny i działa kojąco. Po wsiąknięciu nie zostawia klejącej się maski więc stosuję go często pod podkłady, zwłaszcza teraz, kiedy Pore Refiner się skończył.

2. Pharmaceris,  Krem z 10% kwasem migdałowym na noc moje pierwsze spotkanie z tym kremem było dość średnie. Na początku byłam zachwycona jak bardzo rozjaśnia buzię i jaka jest miękka i cudowna, a potem przeżyłam ogromny wysyp bolących podskórnych gul, które leczyły się i szpeciły dość długo. Teraz stosuje go na nos i punktowo.

3. Avene, TriAcneal jeśli miałabym polecać dobry produkt, to na pewno by był to właśnie ten krem. Jest mało inwazyjny, a skuteczny. Nie czekał mnie żaden wysyp. Zmiany koiły się szybciej, naprawiał to co stworzył poprzednich, zniknęły i przestały pojawiać się gule, jest bardzo wydajny, przez 2 miesiące nie zużyłam nawet połowy opakowania.

4. Brevoxyl niestety, Avene nie pojawił się z tym wszystkim co było pod skórą. Wyczytałam gdzieś na blogu jaką wspaniałą maścią nie jest Brevoxyl i bez wahania go kupiłam, na ulotce napisane jest, żeby dopiero po 4 tygodniach spodziewać się efektów, ale ja swoje zauważyłam dużo wcześniej.

5. Na koniec pomadka z Alterra którą ostatnio wyczaiłam w swoim Rossmannie i zafundowałam swoim rzęsą mały eksperyment - odbudowę. Jestem bardzo ciekawa czy coś zdziała :)

Jeśli chodzi o oczyszczanie to jestem ogromną fanką maseczek Peel-off i truskawkowej z Rossmanna. Czasami skuszę się na jakąś maskę z glinką.
Również żel oczyszczający z Avene zainteresował mnie swoim działaniem. Jeśli zaś chodzi o zmywanie makijażu to płyn z Vichy, BeBeauty ewentualnie Tołpa.
Mam również maskę z Biodermy, ale o niej będzie już w zupełnie innym poście.

niedziela, 25 maja 2014

Projekt denko - maj

Maj powoli dobiega końca, kosmetyki też w pewnej części się już skończyły. Niektóre z nich zastąpiłam pełnymi odpowiednikami, do niektórych już nigdy nie wrócę.



1. Avene Cleanance - żel do mycia twarzy od Avene który dostałam jako miniaturkę podczas kupowania kremu. Był fajny, gęsty wydajny pełnowymiarowe opakowanie kosztuje 25zł za 300ml Na pewno wrócę do niego jak będę wyjeżdżała na wakacje.

2. Bioderma Pore Refiner. W komplecie z maską dałam za niego kiedyś na promocji 34,99 zł, chociaż w tym momencie kosztuje około 52zł. Polecany był w internecie przez makijażystki, myślałam, że będzie rozwiązaniem wszystkich moich problemów od niedoskonałości po pory. Widocznie zawyżyłam jego możliwości dość wysoko, bo chociaż jest bardzo wydajny to żadnych dużych cudów nie zdziałał. Fajnie nawilżał i zwężał pory. Ale tylko na chwilę. W końcu stosowałam go jedynie jako kremu nawilżającego, a chwilowe zwężenie porów było dla mnie gratisem.
Pewnie jeszcze kiedyś do niego wrócę, bo nie zapychał, nie rolował makijażu i miło go wspominam. Jeśli tylko znowu spotkam go na promocji, bo w regularna cena jest jak dla mnie nieadekwatna z efektami.

3. Szampon Alterra - granat i aloes. Kocham szampony z tej seri, nie obciążają włosów, ponad to producent zapewnia nas, że nie ma silikonów. Kocham zarówno szampon jak i odżywkę. Już zaczęłam kolejną buteleczkę. Z tej serii chciałabym się skusić kiedyś na szampon odbudowujący.



4. Płyn Be Beauty - po wielu latach z Vichy zupełnie zmieniłam kierunek, kupując na wypróbowanie płyn z Biedronki, wielokrotnie chwalony. Do zmywania twarzy w porządku, jednak szczypie w oczy. Czeka już na mnie kolejna buteleczka, chociaż kolejnym krokiem będzie chyba różowa Bioderma.

5. Perfumy Chloe świeży zapach, utrzymujący się dość długo na skórze, idealny na wiosnę/lato, jednak wciąż szukam swojego zapachu, a ten na pewno nim nie jest.



6. Dezodorant Vichy - moja ulubiona kulka, jeszcze żaden inny dezodorant się nie mógł z nią równać, niedługo planuje zdradzić ją z kulką z biodermy w celu porównania.


7. Perfumy Kenzo Flower by Kenzo Summer zapach kompletnie mi nie podszedł, męczyłam go i męczyłam, aż w końcu wymęczyłam. Raczej już więcej się nie spotkamy. Średnio trwały, po pewnym czasie zapach zaczynał mnie drażnić.

poniedziałek, 19 maja 2014

Mały haul - czyli co kupiłam w Rossmannie na promocji.

Rossmann raz na jakiś czas pozwala nam napakować do swojego koszyka ogromne zapasy kosmetyków. Poczynając od podkładów aż po konturówki do ust. Tym razem sprawił, że kupiłam o wiele więcej niż zamierzałam na samym początku, a to dlatego, że promocja trwała aż trzy tygodnie. Trzy Boże tygodnie aby zapomnieć o całym świecie, a każdy uciułany grosz wydać na ogromne ilości kosmetyków. Dobrze, że w tym wszystkim nie zabrakło chociaż odrobiny rozsądku, bo inaczej byłoby bardzo kiepsko... Z moimi finansami oczywiście.

Przeglądnijmy jednak co ostatecznie wpadło do mojego koszyka:


Trzy kolory lakieru Perfume Revlon, które pachną cudownie już podczas malowania. W moim przypadku: Lime Basil, Pink Pineapple, Moonlit Wood

I dwa lakiery od Loreala 503 i 305.



Podkład Wake Me Up Rimmel 100 Ivory po dokładnym roku znowu powrócił do moich łask w celu wakacyjnego rozświetlania twarzy.

Korektor Match Perfection Rimmel odcień 30, czyli jeden z moich pierwszych korektorów do oczu i bardzo się polubiliśmy.

Cień L'oreal Coconut Shake z którym spotkaliście się już w poprzednim poście. A tuż obok zestaw cieni L'oreal Color Riche o odcieniu Smoky E5 z brokatowym wykończeniem.

Kredka do oczu Maybelline Colorama 400 Marvelous Maroon.

A przede mną niedługo duże zakupy pielęgnacyjne, bo jak mi się kończy to wszystko naraz. Też tak macie? Używałyście tych produktów? Byłyście zadowolone?


niedziela, 11 maja 2014

Cienie L'oreal Infallible.

Po raz pierwszy miałam z nimi do czynienia, gdy szukałam mocnego, dobrze napigmentowanego cienia na studniówkę. Tak w moje ręce wpadł grafitowy cień. Mamy ze sobą dobre wspomnienia ponieważ nieosypywał się, wytrwał dzielnie całą noc i naprawdę niewiele mam mu do zarzucenia.

Ponieważ na dzień dzisiejszy cienie te kosztują w rossmannie ponad 30zł, także nie bardzo śpieszyło mi się na zakup kolejnych. Korzystając z "ceny na dowidzenia" i 40% promocji na kolorówkę, mam tym sposobem w swojej kolekcji trzy cienie: Black Onyx, Coconut Shake i Pink Forever. Każdy trochę inny, lubiony przeze mnie w wersji solo jak i wtedy kiedy łączę dwa z tej trójki.


Tak jak już wspomniałam, jeśli szukacie czegoś co jest naprawde dobrze napigmentowane to te cienie są właśnie dla was. Mocna, czerń z drobinkami brokatu nadaje się na wszystkie wieczorne makijaże, chociaż ja kładąc ją w kąciki oka, na codzień noszę ją z coconut shake. Wtedy wychodzi bardzo ładny codzienny makijaż.


Forever Pink wydaje mi się trochę bardziej tępy niż pozostałe dwa. Ciężej się nakłada, ale po dokładnym wyblendowaniu efekt jest delikatny, różowy, rozświetlony. 
Połączenie koloru Coconut Shake z Forever Pink jest fajnym pomysłem, jeśli chce się ukryć oznaki zmęczenia. Tutaj bardzo ważną role pełnią jasne tony i rozświetlenie, które powoduje, że oko wygląda na bardziej wypoczęte. Zmęczona twarz i oczy nigdy nie wyglądają dobrze jeśli przytłoczymy je sporą warstwą mocnego makijażu. Dlatego na wiosnę sięgamy po jaśniejsze tony.

Próbowałam zrobić swatch, abyście mogły zobaczyć jak kolory wyglądają po aplikacji, ale moje marne światło w pokoju, nie chciało ze mną współpracować. Swoją drogą czeka mnie niedługo remont, dlatego na pewno co nieco pokaże się o tym na blogu.





środa, 7 maja 2014

Wiosenne zmiany w makijażu cz. 1 i nie ostatnia.

Wiosna przyczynia się w naszym życiu do wielu zmian. Są to zmiany małe lub trochę większe. Przede wszystkim zmieniamy czas. Śpimy jedną godzinę krócej co zaraz po przestawieniu zegarków jesteśmy w stanie odczuć na twarzy. Przyczynia się do zmian w naszym ubiorze. Grube swetry zamykamy w pudła, aby się nie kurzyły, albo upychamy na samo dno szafy. Pałeczke przejmuja t-shirty, szorty i koszule!
Tak samo jak zmianiamy ubrania na inny sezon, tak samo zmieniamy też pielęgnacje twarzy i kosmetyki. Sięgamy przede wszystkim po filtry, aby zapobiegać przebarwieniom i starzeniu się skóry twarzy.

Zamieniamy ciężkie, kryjące podkłady na te mniej kryjące i rozświetlające, nadając naszej cerze promienisty, ciepły wygląd. Z matujących pudrów również rezygnujemy lub znajdujemy im jakieś zastępstwo. Panuje zasada "im mniej tym lepiej" i myślę, że jest to jedynie droga do sukcesu.
Ciepła pogoda nie sprzyja utrzymywaniu się makijażu. Jeśli makijaż będzie zbyt ciężki to wszystko prędzej czy później spłynie z nas, pozostawiając po sobie ślady na twarzy w postaci "dziwnych" resztek makijażu. Spłynięcie makijażu lekkiego nawet jeśli nastąpi to wydaje mi się, że przynajmniej nie pokryje nas w smugach.

Również w cieniach do powiek - sięgamy po jasne, powiększające oczy barwy, chcemy promieniować! Natomiast cięższy, ciemniejszy makijaż zostawiamy sobie na wieczorny wypad na miasto, kiedy słońca już nie ma i możemy dodać sobie "pazura".

Wiosna to dobry moment, aby porządnie zadbać o cerę. Po zimie często jest ona wysuszona, dlatego pamiętajmy o odpowiednim nawilżeniu i chronieniu jej przed promieniami słonecznymi.
 Możemy również zaopatrzyć się w wodę termalną i ochładzać buzię, jeśli nastanie upalny okres.

Jeśli chodzi o mnie to dokonałam już pare zmian w swoim makijażu.  
Przede wszystkim zmieniłam podkład.

Z Revlon Colorstay 180 Sand Beige przeszłam na Rimmel Stay Matte 100 Ivory. Początkowo efekt matu i formuła musu bardzo mi odpowiadała. Wydawał się lżejszy niż Colorstay i przede wszystkim łatwiejszy stawał się też demakijaż. Potem jednak efekt matu zaczął mnie nudzić i przeszłam na Rimmel Wake me up do którego wróciłam po 6 miesiącach przerwy.

Zrezygnowałam z sypkiego matującego pudru Inglota nr. 15 na rzecz Rozświetlającego pudru L'oreala nr. 2.
Podoba mi się lekkie efekt rozświetlenia. Pierwsza warstwa pudru wygląda na bardzo rozświetlającą. Jest to jednak jedynie pierwsza warstwa. Z każdym kolejnym użyciem efekt jest delikatniejszy. I bardzo ładnie to wygląda.



About Me

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka