wtorek, 24 lutego 2015

Podaruj Paczuchę, czyli o paczce którą dostałam.



Ponieważ mój blog jest jeszcze raczkującą dziecinką była to pierwsza tego typu akcja w której brałam udział i na pewno nie ostatnia, teraz to już na pewno wiem :)

Paczka od Terii przyjechała do mnie we wtorek. Dosłownie pobiegałam po nią na pocztę i próbowałam otwierać już pod drodze do domu, co nie było jednak mi dane, ponieważ była bardzo dobrze zapakowana i nic z tego nie wyszło.

Kiedy już dotarłam do domu to zaczęło się wielkie odpakowywanie. Moim oczom ukazało się pudełeczko i serducho biło mi szybciej jak tylko otwierałam wieczko pudełka.

W środku wszystko było owiniętę w różową bibułkę i zawiązane wstążeczkami. Czułam się jakbym odpakowywała kilkanaście małych prezencików, dozując sobie radość.



Pierwsza rzecz, którą rozpakowałam, a zarazem gabarytowo największa w całej paczce była maska Algowa Kallos, którą będę też testowała w akcji Anwen (KLIK). Miałam już do czynienia z tą maską, moja była już na wykończeniu, więc Terii uzupełniła moje zapasy :)

Następnie dwukolorowe cienie L'Oreal w kolorze brązowym, które już wypróbowałam, przy okazji muszę powiedzieć, że do zdjęć które mi kompletnie nie wychodzą tuż obok włosów lądują swatche, których wykonanie obiektywem 50mm/f1.8 robiąc je na własnej ręcę, no nie wiem jak wy, ale ja po prostu nie umiem :)



Kolejna rzecz, która bardzo mnie ucieszyła to matowy lakier z Golden Rose, który marzył mi się już od jakiegoś czasu, ale jakoś nie było mi nigdy po drodze go kupić, zanim go jednak użyję muszę "wyhodować sobie" paznokcie ponieważ połamały się i niestety musiałam spiłować je na bardzo krótko. Dlatego wciąż czeka razem z  czerwonym i zielonym lakierem, który również znalazłam w paczce.



Róż z Catrice w kolorze brzoskwiniowym okazał się być bardzo mocno napigmentowany, ale myślę, że odrobina umiaru i wprawy, sprawi, że będzie cudownie wyglądać. Do tego na pewno przyda się zakupienie dobrego pędzla do różu. Kolor różu na zdjęciu jest niestety przekłamany, w rzeczywistości nie jest taki pomarańczowy.



W pudełku znalazłam również słodycze, uroczą karteczkę od Terii (http://lifestyleterii.blogspot.com) oraz naklejki na paznokcie (niech już będą piękne i długie, żebym mogła w końcu wypróbować! :) ) i mały wosk. Podsumowując, Terii trafiła w mój gust, a ja bardzo polubiłam tego typu akcje, chociaż trochę zastanawiałam się nad tym czy wziąć w niej udział. Teraz wiem, że na pewno nie będzie to ostatnia taka akcja w której wezmę udział i czekam na kolejną edycje :)

Jeśli chcecie zobaczyć jaką paczkę zrobiłam dla Kamiluśki to zapraszam TUTAJ.

Post jak zwykle z ogromnym opóźnieniem, a do zrobienia niedziela dla włosów i styczniowy haul. Na pewno pojawi się bliższy opis mojej paletki z inglota wraz z opisem kolorów, bo widziałam taką prośbę w komentarzu.

Trzymajcie się cieplutko, dajcie znać co myślicie o tego typu akcjach.

czwartek, 19 lutego 2015

Ogromne denko cz.1 [2]

Bardzo dawno nie było nic o zużyciach. Może dlatego, że nie wyrobiłam w sobie jeszcze nawyku pozostawiania pustych opakowań w jednym miejscu. Być może to wina tego, że odwlekam post, a na końcu pudełko i tak ląduje w koszu, bo co to za pomysł, żeby śmieci nie wyrzucać ;)
Z miesiąca na miesiąc idzie mi coraz lepiej, ale szukam lepszego miejsca (takiego, które nie rzucałoby się zbytnio w oczy, ale wymaga to lekkiej reorganizacji mojego pokoju).
Pora zacząć :)!
// nie wierzę, że w końcu udało mi się opublikować post, który odkładałam chyba od października!

Maska Seboradin Fitocell była moim ulubionym kosmetykiem z całej tej serii. Rozpisywałam się o niej już wiele razy. Gdyby nie cena to pewnie wróciłabym do niej od razu.

Płyn Micelarny Garniera długo się z nim męczyłam, nie jest jakimś moim ulubieńcem, ale dobrze robi, to co powinien robić, czyli zmywać makijaż. Trochę mnie szczypał w oczy, potem polubiłam go bardziej, dodając do niego kilka kropel olejku z drzewa herbacianego. Bardzo chętnie wypróbuję jego nowe wersje, może któraś spodoba mi się bardziej.

Olejek Alterra limonka&oliwka był moim pierwszym olejkiem do włosów. Po połowie opakowania zapach zaczął mnie drażnić i resztę używałam do ciała. Aktualnie marzę o wersji migdał&papaja.

Suchy szampon tropikalny Batiste.
Długo nie mogłam się do niego przekonać i długo nie mogłam nauczyć się, jak go używać, aby nie zostawiał białości na moich włosach, a gdy się w końcu nauczyłam to skończył się i nie zdążyłam się nim dokładnie nacieszyć. Lubiłam jego świeży, tropikalny zapach i zdecydowanie podoba mi się jego opakowanie. Na pewno wrócę do niego, aczkolwiek może spróbuję tym razem innej wersji zapachowej. Zastanawiam się nad wersją dla brunetek.

Odżywka Oil Repair Balea.
Moja ulubiona odżywka ostatnich dwóch miesięcy. Odkąd dotarłam do DM, odkąd pierwszy raz jej użyłam to moje włosy nie wyobrażają sobie innej odżywki. No może jeszcze maski Kallos działają na nie tak dobrze jak ta. Jest lekka, ale bardzo dobrze nawilża włosy. Po wyschnięciu włosy są gładkie, nie puszą się i bardzo ładnie pachną.


Wake me up, Rimmel.
Podkład, który był ostatnio u mnie częściej niż inny. Jest moim letnim podkładem o dość dobrym kryciu, a również rozświetleniu. Zużyłam już dwie buteleczki, chyba tylko 123 Bourjois doczekał się trzech pod rząd. W dalszym ciągu szukam swojego idealnego podkładu, ale na pewno jeszcze nieraz go kupię. Przede wszystkim lubię go za kremową formułę, którą łatwo można blendować, a również budowanie krycia przychodzi w miarę prosto.

Colorstay 180, Revlon do skóry suchej i normalnej
Jeśli jest dzień kiedy moja skóra nie lubi się z Wake me up, to sięgam po Colorstay. To z kolei mój ulubiony zimowy podkład, którego krycie jest znacznie większe. Często mówi się, że podkład jest ciężki i zapycha. U mnie na szczęście nic takiego nie miało miejsca. Jednak w przypadku tego podkładu, demakijaż powinien być bardziej staranny. Kupiłam już nowe opakowanie, jednak do skóry tłustej i mieszanej, zupełnie przypadkiem.

Nivea Baby krem do twarzy na każdą pogodę
Nie polubiliśmy się. Oj bardzo. Przed mrozem chronił, ładnie pachniał, ale zapychał niemiłosiernie. Użyłam go tylko kilka razy, a potem przeleżał swoje. W końcu używałam go jedynie do dłoni. I tam spisał się cudownie.

Brevoxyl pomógł mojej twarzy w kryzysowym momencie, teraz jednak wymieniłam go na skinoren, bo zbytnio wysuszał moją buzię.



Krem relaxing care bebe - jeden z moich ulubionych kremów, niestety niedostępny w Polsce. Chłodzący i relaksujący, bardzo dobrze spisywał się w okolicach oczu.

Under twenty anti acne toner - nie pamiętam jakim cudem znalazł się na mojej półce z kosmetykami. Wydaje mi się, że moja mama kupiła go przez przypadek. Nie było miłości, ale był odświeżający, również polepszałam go olejkiem z drzewa herbacianego. Raczej do niego nie wrócę.

Avene, TriAcneal - zawsze dziwiła mnie jego konsystencja i żółtawy kolor, działał w miarę dobrze, chociaż większych cudów nie zdziałał, to jednak utrzymywał kondycję buzi w ryzach. Spróbowałam, a potem odkryłam Effaclar Duo+ i przepadłam.


Szampon aktywator wzrostu Banii Agafii świetnie się pienił i cudownie pachniał. Na pewno do niego wrócę.
Próbka tonera Kiehls skradła mi serce. Już nie mogę doczekać się wizyty w sklepie.
Oprócz tego znalazły się też próbki kremów firmy La Rocher Posay, które dostałam w katalogu i podkład rozświetlający MaxFactor.


Róż Maybelline w kremie w kolorze 02 Peach męczyłam dość długo. Kiedys był moim ulubieńcem ale teraz już raczej do niego nie wrócę, bo podkreśla wszystkie moje niedoskonałości na policzkach.

Uff, było tego sporo, ale przetrwaliśmy, już niedługo druga część denka, trochę aktualniejsza.


niedziela, 15 lutego 2015

Niedziela dla włosów (1)


Pierwszy raz postanowiłam wziąć udział w akcji Anwen - niedziela dla włosów. Nigdy tego nie robiłam, sama nie wiem czemu, może dlatego, że starałam się codziennie robić coś z włosami i nigdy nie sądziłam, że będę potrzebowała niedzieli, aby cokolwiek z nimi zrobić, aż do ostatniego tygodnia, gdzie dopadło mnie całkowite włosowe lenistwo, a przecież obiecałam sobie, że moje włosy do wakacji będą tylko piękniejsze.

Dlatego też szybko się ogarnęłam i wzięłam udział w niedzieli dla włosów, która przyczyni się do kilku rzeczy w moim życiu:

1. Będę miała więcej motywacji, aby przynajmniej raz w tygodniu zająć się moimi włosami.
2. Będę zmuszona robić swoim włosom zdjęcia i tym samym być może poprawi się ich jakość.
3. W końcu będą pojawiać się jakieś regularne posty.


Na noc naolejowałam skalp mieszanką oleju rycynowego i oleju z pestek moreli.
Następnie na długości olejem migdałowym.

Rano na jeszcze nieumyte włosy nałożyłam na około 20min Isana Oil Care, która ostatnio jest jednym z moich ulubieńców.
Następnie umyłam włosy szamponem Elseve do włosów farbowanych, a w roli odżywki wystąpił Balsam, aktywator wzrostu Banii Agafii. Zawinęłam włosy w turban i po jakimś czasie, gdy wchłonął wodę nałożyłam na końcówki kurację Marion olej jojoba i słonecznikowy.

 


Całośc po wysuszeniu prezentowała się tak:


 Końcówki włosów są wciąż zniszczone i puszą się po wysuszeniu, ale jest już o wiele lepiej niż wcześniej. Małymi kroczkami do celu :)

wtorek, 10 lutego 2015

Akcja zapuśćmy się na wiosnę!




Na pewno na blogu pojawi się kiedyś moja włosowa historia, jak tylko moje włosy kiedyś osiągną wymarzoną długość i kondycję.
Tymczasem aby to osiągnąć postanowiłam wziąć udział w akcji którą zorganizowała Ewa - "Zapuśćmy się na wiosnę". Jeśli chcecie przyglądnąć się akcji bliżej to zapraszam TUTAJ.

Tymczasem pora na zdjęcie moich włosów. Nie wiem jak robią to wszystkie włosomaniaczki, które co tydzień dodają zdjęcia swoich włosów w ramach akcji "Niedziela dla włosów", ale ja po prostu nie umiem zrobić sobie dobrego zdjęcia "do lustra" z moimi włosami, więc wstawiam takie niewiadomo co.


Może przekonam się też do akcji niedzieli do włosów i w końcu nauczę się robić ostre zdjęcia do lustra.

 A teraz lista rzeczy, których będę używać aby poprawić wzrost włosów:



Isana Professional Effective- Kur Oil Care pokochałam bardzo od pierwszego użycia. Stosuję na godzinę, dwie przed myciem, dzięki czemu włosy po wysuszeniu się tak nie puszą.

Love2Mix - szampon który ma pobudzić włosy do szybszego wzrostu z chilli i pomarańczą. Pachnie cudownie. Zobaczymy jak się bedzie spisywał :)

Bania Agafii Balsam "Aktywator wzrostu" - Serię saszetkową kocham miłością bezgraniczną :) Szampon aktywator z tej serii kocham chyba jednak bardziej niż ten balsam. A z balsamów regenerujący jest nadal faworytem. Muszę kiedyś je wszystkie podsumować.

Olej z pestek moreli - miał być do twarzy ale się nie sprawdził więc jest do włosów, gdzie wraz z olejem migadałowym tworzy ostatnio udaną parę :)

Narazie to tyle. Muszę chyba zakupić lampę pierścieniową, bo moje mieszkanie zimą to istna szarość i burość. Dosłownie nie ma kiedy zdjęć robić. Z niecierpliwością wyczekuję wiosny i słoneczka.

About Me

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka