poniedziałek, 23 marca 2015

Co nowego w marcu?

Ledwo co rozprawiłam się z nowościami stycznia i lutego, a tutaj już trzeba publikować te marcowe.
Miała być jeszcze recenzja peelingu z Iwostinu, na pewno się pojawi, ale mój aparat odmówił posłuszeństwa, a marcowe nowości były już gotowe.

Z uwagi na promocję 2 w cenie 1 w Hebe musiałam skusić się na lakiery Essie. Do mojego zbioru wpadł kolor over the edge i mamba. Ten drugi jest moim ulubieńcem nad ulubieńcami.Over the edge bardziej podoba mi się z dodatkiem topcoatów z Maybellinu (które są kilka zdjęć niżej pokazane).


Moja kapryśna cera pokochała się w marcu z emulsją micelarną Cetaphil, choć czytając skład nie sądziłam, że może być z tego miłość. A jednak. Kremowy, nawilżający, delikatny.


Nastąpił również powrót po wielu miesiącach. Maska Kallos Latte w końcu powróciła. I przypomniała mi jak bardzo kocham efekt, który daje na moich włosach. Rozkoszuję się jej zapachem, który pozostaje na moich włosach i trochę pachnie mi budyniem, lubię ten zapach, choć wiem, że wiele osób za nim nie przepada.


Do spróbowania wpadła również odżywka diamond gloss z nivea. A ponieważ mój tropikalny suchy szampon Batiste wylądował w denku to postanowiłam wypróbować w końcu wersję dla brunetek i w końcu nie ma problemu z wyczesywaniem białości, hura! Chociaż tęsknie za owocowym zapachem tamtego. Batiste mogłoby stworzyć jakieś urozmaicenie dla brunetek.



Ostatnio również takie kolorowe topcoaty z Maybelline goszczą ostatnio na moich paznokciach:


No i na koniec róż z NYX w kolorze Dusty Rose. Miłość od pierwszego dotknięcia w Douglasie. Mocno napigmentowany i tym samym wydajny.


Moim marcowym muzycznym odkryciem jest również Selah Sue. Jeśli jeszcze nie znacie, to musicie poznać :)


wtorek, 10 marca 2015

Nowości w styczniu i lutym.

Na początku miałam zamiar wrzucić nowości ze stycznia, lutego i to co już zdążyłam zakupić w marcu, ale ten post chyba nie miałby końca.

Nowy rok zaczął się cudownie, bo prosto z Korei przyleciała do mnie wygrana u Kasi w skład której wchodził tonik, krem i serum wygładzające i nawilżające firmy Dear Klairs. Z tego zestawu krem jest na wykończeniu, a tonik właśnie otworzyłam. Serum czeka grzecznie na swoją kolej.




Postanowiłam, że najwyższa pora powalczyć z przebarwieniami, więc zakupiłam peeling 12% glikolowy z Iwostin. Stosuję codziennie i muszę przyznać, że większość przebarwień powoli znika.

Jeśli już decydujemy się na kwasy to należy pamiętać o ochronie twarzy przed promieniami, nawet w zimie! W moim przypadku w ruch poszedł filtr do twarzy Lirene SPF 30.




Nastąpił też powrót do podkładu Revlon Colorstay 180 Sand Beige tym razem dla cery tłustej i mieszanej. Oprócz tego do mojego koszyka wpadł lakier Golden Rose 57.


W Hebe skusiłam się też na peeling koreańskiej firmy Purederm.



Mówiłam, że ciągle brakuje mi pędzli? Stacjonarny sklep z pędzlami Hakuro przekonał mnie do zakupu H51 i H74.



Do mycia twarzy zaczęłam używać też mydła Aleppo z czerwoną glinką.

A Agata ma nosa obdarowała mnie czerwonym lakierem, kremem i pilniczkiem Alessandro, za wygraną w jej konkursie.



Udało się w końcu opublikować nowości poprzednich miesięcy, a dzięki dzisiejszemu słońcu nawet zdjęcia całkiem, całkiem wyszły :)
Miałyście coś i przypadło Wam do gustu?


About Me

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka