środa, 22 lipca 2015

Ulubieni w lipcu.

Za oknem wciąż trwają okropne upały, aż czasami ciężko jest to wszystko wytrzymać. Kocham gdy na zewnątrz jest ciepło, jednak tropikalne upały zupełnie nie są dla mnie.
Korzystając jednak z tego, że siedzimy za granicą, a kosmetyki które ze sobą zabrałyśmy są trochę wyselekcjonowane (choć i tak było ich mnóstwo)- postanowiłyśmy skleić dla Was listę lipcowych ulubieńców.
Postanowiłyśmy sobie, że przez wakacje poprawimy kondycję naszej cery i włosów, dlatego też ulubione produkty podzieliłyśmy na dwie kategorie:

1) Pielęgnacja twarzy:




Tutaj bezkonkurencyjnie najlepiej spisuje się nowość: Mask of Magnaminty Lush, pachnie cudownie- miętowo. Buzia jest po niej cudownie miękka i gładka. Jest to pierwszy produkt z tej firmy, a już jesteśmy w nim zakochane, więc na pewno przed wyjazdem sięgniemy po kolejne produkty Lush.

Od jakiegoś czasu w naszej pielęgnacji twarzy nie może też zabraknąć olejku Magic Rose Evree, polecany jest do cery mieszanej i jak narazie spisuje się cudownie zarówno u mnie, jak i u Vesper, która ma skórę suchą, naczynkową, a do tego wrażliwą. U Vesper zniknięcie rozszerzonych porów przypisujemy jako zasługę własnie temu produktowi.

Ponieważ Vesper nie nawilża się kremami (zupełnie się u niej nie sprawdzają), dlatego kolejnym produktem w kategorii pielęgnacji twarzy jest Essential Oils, Evree, który doskonale zastępuje Vesper krem nawilżający.
2) Pielęgnacja włosów:



W produktach do pielęgnacji włosów mogłybyśmy wręcz utonąć, podczas wakacji panuje ogromne włosomaniactwo, a systematyczność w pielęgnacji włosów to zdecydowanie jedna z lepszych rzeczy.

W ulubieńcach na pewno musiały się znaleźć półprodukty takie jak mleczko pszczele na glicerynie, hydrolat keratyny i gliceryna. Ostatnio nieźle z nimi kombinowałyśmy, na zmianę próbując dodawać półprodukty do oleju i masek na noc lub na godzinę przed myciem. Wniosek? Vesper zdecydowanie służy dodawanie keratyny do maski algowej pół na pół z olejem lnianym. Ja zostaję przy mleczku pszczelim dodanym do oleju Banii Agafii.


Olejek wzmacniający Banii Agafii to kolejny must have lipca. Prześlicznie pachnie rumiankiem i pielęgnuje włosy.



Aby jednak systematyczna pielegnacja włosów (olejowanie, półprodukty, maski) nie poszła na marne to zdecydowałyśmy się na szampony bez SLS/SLES. Jedyną wadą takich szamponów jest to, że zdarza się, że niektóre słabo zmywają oleje. Przed wyjazdem zdecydowałyśmy się na zakup szamponów Planeta Organica. Do koszyka Vesper wpadł szampon turecki o zdecydowanie dominującym zapachu cynamonu, ktory kojarzy mi się z zapachem męskich perfum, natomiast do mojego szampon prowansalski, którego zapach jest delikatniejszy, ziołowy i można wyczuć w nim nutkę lawendy.
Oby dwa szampony były strzałem w dziesiątkę. Opakowanie z pompką jest super wygodne pod prysznicem, dozując odpowiednią ilość kosmetyków, a przy tym nie ma problemów z domyciem wszelakich olejów. Zdecydowany ulubieniec.

11 komentarzy :

  1. Hydrolizat keratyny muszę mieć zawsze pod ręką :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem bardzo ciekawa olejków z Banii Agafii, w szczególności wersji zmniejszającej wypadania włosów.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie miałam nigdy nic z Lush. Muszę spróbować w końcu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja z Lusha miałam tylko krem Enzymion i bardzo miło go wspominam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. chciałabym ten produkt z Lush :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam nadzieję ,że kiedyś i w moje łapki wpadnie coś z Lush :)

    OdpowiedzUsuń
  7. mnie tez lush kusi i na razie tylko moge sobie diy kręcic

    OdpowiedzUsuń
  8. muszę wypróbować ten olejek z Evree:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo kuszą mnie olejki Evree, ale na razie zużywam o co mam ; ) Z Planety Organici miałam duet Aleppo i fajnie się u mnie sprawdził, właśnie się zastanawiam, czy niedługo do niego nie wrócić.. ; )

    OdpowiedzUsuń

About Me

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka