czwartek, 22 października 2015

Ostatnio zużyte. [4]

Czas leci szybko i nieubłaganie. Dni przemijają, a kosmetyki się kończą, praca inżynierska dalej leży odłogiem, ale już po świętach trzeba będzie zabrać się za nią pełną parą, bo nie ma co czekać i odkładać.

Wracając do tematyki kosmetycznej - w tym miesiącu musiałam rozstać się z niektórymi perełkami do których na pewno chętnie wrócę.



Po pierwsze Fresh Mask Catastrophe Cosmetics z Lush, która co prawda nie doczekała się osobnej recenzji, ale jest moim małym, osobistym hitem. Zużyłam ją tak szybko, że nawet nie zdążyłam zrobić jej zdjęć. Dna dobiła też Mask of Magnaminty, Lush i Angels on Bare Skin. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że trochę nie doceniłam Mask of Magnaminty, ale na pewno do niej wrócę, natomiast nad powrotem do Angels on Bare Skin musiałabym się trochę zastanowić.




Zużyłam też kolejną już buteleczkę szamponu Planeta Organica Szampon Prowansalski. W dalszym ciągu uważam, że jest świetny i niezastąpiony, ale kusi mnie bardzo by tym razem sięgnąć po coś innego. Kolejny produkt, który wykończyłam (w końcu!) to L'Oreal Elseve Eliksir odżywczy do włosów. Skończył się trochę ku mojej radości, bo już myślałam, że jest magicznie niekończącym się produktem, a obiecałam sobie nie kupić nowego dopóki nie wykończę wszystkich silikonowych olejków do końcówek.
Chociaż nie przepadam za kosmetykami Garniera to ta odżywka spisała się wręcz znakomicie. Kupiłam z braku laku, gdy przebywałam w Austrii i mamy miłość, a w dodatku ślicznie pachnie! Mowa oczywiście o Garnier Fructis, Oil Repair.




Podkład L'Oreal Infallible 24h w kolorze 125 Natural Rose też się skończył, był całkiem w porządku, ale nie na tyle by do niego wrócić. Minusem jest na pewno to, że pompka nie dochodzi do końca i sporo produktu zostaje na dnie, a trzeba się trochę pomocować, by podkład odkręcić.
Z kosmetyków kolorowych oprócz podkładu zużyłam też Superliner, L'Oreal.
Płyn micelarny z Biodermy niestety dobił dna, ale ponowię zakup dopiero jak wykończę micela z Sylveco, który już czeka na otwarcie.



Następnym produktem, za którym będę tęskniła to Termoochrona z Marion. To było bardzo fajne serum, które chroniło włosy przed szkodliwym działaniem ciepłego powietrza. Bardzo niska cena i świetne działanie! Krem Klairs skończył się już dawno.Był lekki, nie pozostawiał tłustej warstwy na skórze, a działał wygładzająco i nawilżająco. Do tego bardzo fajnie pachniał
Olejek do kąpieli firmy Wellness&Beauty jest jednym z moich ulubieńców, jednak nie mogę zdecydować się, którą z dwóch wersji lubię bardziej. Tym razem w denku gości wersja lawendowa.




Dna już dawno dobiła też maska Glamglow, ale słoiczek zachował się gdzieś na półce. Ponad to w koszu wylądował też żel do mycia twarzy z Kiehl's, zmywacz do paznokci Isana.




niedziela, 11 października 2015

Ulubieńcy tygodnia (1)

Mamy już październik, czas leci tak szybko, że szkoda. Pogoda wariuje, co doprowadza mnie do szewskiej pasji, bo nigdy nie wiem jak się ubrać.

Dzisiaj kilka kosmetyków, po które sięgałam najczęściej w ubiegłym tygodniu.



Ostatnio po oczyszczeniu twarzy, wieczorem sięgam po Mary Kay pore-purifying serum for acne-prone skin. Dość wysoko w składzie zawiera salicylic acid, producent obiecuje, że nie ma skłonności zapychających, ale narazie za wcześnie aby mówić o jakichkolwiek efektach.


Marzyła mi się od zawsze, ale tak rzadko używam szminki, że wydanie 86zł na jedną wydawało mi się czymś bardzo bezsensownym. Szminka MAC Plumful była jednak idealnym wyborem, chociaż przeglądałam kolory w nieskończoność zarówno na internecie, na blogach, jak i w sklepie. W końcu jednak wyszłam z cudownym, dziennym kolorem, który wygląda naturalnie i zdecydowanie mi pasuje.



Eliksir z L'Oreala doprowadza mnie do szewskiej pasji, bo nie chce się skończyć. Dlatego z radością otworzyłam opakowanie eliksiru Biovax wygładzająco nawilżającego. Taka mała odskocznia od tego z L'Oreala, który jest chyba długowieczny. Jak znajdzie się w w końcu w denku to na pewno będą z tym związane niemałe emocje.



Maskara Rimmel Wake me up na samym początku średnio mnie do siebie przekonała. Była zbyt mokra, odbijała się, ale niesamowity świeży zapach bardzo mi się spodobał.



Płyn micelarny Bioderma Sensibio to już klasyk. Podbił już serca wielu blogerek i teraz również i moje. Jest świetny, ale stosunek ceny do ilości produktu niestety znacznie zniechęca mnie do zakupienia produktu. Zwłaszcza, że micel z Garniera spisuje się równie dobrze.

Chcecie więcej? Zapraszam na INSTAGRAM



About Me

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka