czwartek, 5 maja 2016

Mini recenzje - MAC, LOREAL, MAYBELLINE.

Kosmetyki zakupione bardzo dawno temu. Jeśli mnie pamięć nie myli to nawet jakoś we wrześniu. Zrobiłam zdjęcia i zakopałam w czeluściach komputera zupełnie o nich zapominając.

Część z nich już dawno się skończyła, inne natomiast służą mi do dziś. Zapraszam na krótki post z mini recenzjami na temat produktów.

Na pierwszy rzut idzie szminka MAC w kolorze Hang-up o wykończeniu Cremesheen.


Jest to dość ciemny kolor, więc jeśli chodzi o mnie to zdecydowanie wieczorowy. Wykończenie gwarantuje nam dość mocną pigmentację. Jest to moja druga szminka z MAC - pierwsza Plumful jest zdecydowanie dzienna i delikatna (wykończenie Lustre), używam ją znacznie częściej niż tej.


Następnie moje trzy pierwsze (pewnie nie ostatnie) cienie z MAC. Kolejno od lewej: All that glitter, Cranberry i Twinks. Pierwszy to cudowny, rozświetlający cień o wykończeniu veluxe pearl. Używam go samego na całą powiekę, jeśli nie mam czasu na bardziej ambitny makijaż lub aby rozświetlić wewnętrzny kącik oka. Kolejny, dość jesienny jak dla mnie - Cranberry (Frost). Idealny dla ciemnych oczu, pięknie wydobywa ich brąz, zwłaszcza w połączeniu z brązowym cieniem. Jest fajną alternatywą właśnie dla tych naszych bezpiecznych brązów.
Ostatni z nich - Twinks to ciemny brąz o wykończeniu Veluxe Pearl i muszę przyznać, że pracuje mi się z nim najsłabiej - ciężko się blenduje, na koniec dnia zbiera w załamaniach powieki.
Mam ochotę wypróbować go ze słynną bazą Urban Decay - może wtedy będzie nam się lepiej współpracowało.


Maskary z L'Oreal na stałe zrobiły sobie miejsce w mojej kosmetyczce, a już szczególnie seria Volume Million Lashes. Już nie taka nowa wersja Feline okazała się strzałem w dziesiątkę. Kupuję na zmianę z fioletową wersją - Couture. Zdecydowanie polecam, strasznie podoba mi się wyprofilowanie szczoteczki!

Liner w pisaku - Superliner Superstar L'Oreal miał nauczyć mnie robienia ładnych kresek, których robić nie umiem. Całkiem przyjemnie się z nim pracuje, chociaż kresek dalej robić nie umiem.

No i na koniec matowy cień Color Tattoo w kolorze Creme de Nude. Miała być fajna matowa baza pod cień lub nakładany solo. Okazało się, że zupełnie nie współgra z kolorem mojej skóry.

About Me

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka